Jak dbać o zdrowie rodziny?

Choroby i dolegliwości naszych dzieci (przede wszystkim alergia i AZS) spotęgowały moje zainteresowanie zdrowiem. Nie od razu zauważyłam, że medycyna akademicka leczy skutki nie usuwając przyczyny. Gdy już się to stało nie było odwrotu - o zdrowie trzeba dbać całościowo i od podstaw, to jedyna szansa na trwałe zdrowie, a ja właśnie o zdrową rodzinę chciałam powalczyć.

Tak moja uwaga skierowała się na rozwiązania bardziej gruntowne - leczenie metodami naturalnymi (szczególnie ziołami) i zapobieganie chorobom - przede wszystkim poprzez zdrowe odżywianie w myśl hasła "you are what you eat". Generalnie - życie w zgodzie z naturą i, poniekąd, powrót do źródeł.

Blog utworzyłam po to, aby zebrać i podsumować cenne informacje, owoc wymiany doświadczenia na forach internetowych z innymi rodzicami, będącymi w podobnej jak nasza sytuacji. Chcę przytoczyć nasze doświadczenia, podzielić się wartościowymi (choć na ogół prostymi, także w wykonaniu) przepisami kulinarnymi, zebrać w jednym miejscu interesujące artykuły, które do dziś w dużych i małych sprawach mogą być bodźcem do zmian, a dla zdrowia naszej rodziny były punktem zwrotnym.

Choć znajdą się tu pewnie także treści niezwiązane ze zdrowiem, mam skłonność do dygresji ;-)))

2008-12-04

Balsam kapucyński

POCZĄTKI

Kilka lat temu pierwszy raz zetknęłam się z balsamem kapucyńskim – początkowe wrażenie było okropne – podejrzany specyfik prawie nie do przełknięcia. To był czas gdy co chwilę chorowałam na zapalenie oskrzeli z dusznościami i na anginy ropne, a kuracje antybiotykowe stosowałam kilka razy do roku.

Z biegiem czasu dziewczynki zaczęły przedszkole - choroby nękały nas coraz częściej a stan skóry Młodszej pogarszał się w zastraszającym tempie. Pierwszy rok był straszny, m.in. w maju-czerwcu Młodsza kilkukrotnie zaliczyła silny atak opryszczki (w tym ocznej) z nadkażeniem gronkowcowym na pół twarzy, wtedy ratowałam jej odporność tabletkami czosnkowymi z pokrzywą, jakoś przetrwaliśmy wakacje, a od jesieni powrót do koszmaru.

W drugim roku zdecydowałam się zrezygnować z przedszkolnego jedzenia – wydawało się, że Młodszą wszystko alergizuje, że nie ma pokarmu po którym skóra by się nie pogorszyła. Gdy Starsza dostała pokrzywek i obie zaczęła nękać silna choroba lokomocyjna, po wnikliwej lekturze forum Alergie i artykule Wartołowskiej dotarło do mnie, że problemem najprawdopodobniej są pasożyty, że nasilenie zmian atopowych, te wszystkie regularnie nawracające infekcje dróg oddechowych, rozdrażnienie, kłopoty ze snem, brak apetytu i nieugaszone pragnienie, oraz początki problemów z drogami moczowymi i inne dolegliwości nękające obie moje córki (oraz mnie) mogą mieć taką prozaiczną przyczynę.

Doraźnie wprowadziłam do naszej diety świeży czosnek niedźwiedzi (wiosenne odkrycie - bardzo polecam!), zaczęłam bardziej dbać o dietę – ale modyfikacja przyzwyczajeń do łatwych nie należy... Zrobiłam winko czosnkowe, które podawałam dziewczynkom – efekty były, ale to ciągle było za mało.

LEKI KONWENCJONALNE

Zbierałam informacje i wciąż szukałam drogi wyjścia z tej sytuacji. Nie przekonywały mnie konwencjonalne kuracje na pasożyty, ponieważ działają wybiórczo – inne leki działają na robaki, inne na lamblie będące pierwotniakami, poza tym takie wielostopniowe odrobaczanie nie jest łatwe, a zwłaszcza gdy nie ma możliwości odizolowania dziecka od potencjalnych źródeł zarażenia (np. przedszkole). Leki konwencjonalne wcale nie dają 100% pewności wytępienia pasożytów (glista bywa ciężka do usunięcia, a lamblie, jeśli dojdzie do wtórnego zarażania w krótkim czasie, uodparniają się i przy drugiej kuracji ten sam lek (w przypadku dzieci furazolidon) już nie działa – zaś metronidazol i tynidazol często są źle tolerowane.

Jest z nimi jeszcze ten kłopot, że o ile lekarz rodzinny będzie skłonny przepisać pyrantelum czy zentel podejrzewając pasożyty po objawach, o tyle na lamblie furazolidonu już przepisać raczej nie zechce, jeśli nie ma w ręce pozytywnego wyniku badań. Biorąc pod uwagę, że większość laboratoriów ma mizerną skuteczność w wykrywaniu pasożytów… Oczywiście, można (a nawet powinno się) wykonać badania w labie znającym się na pasożytach (wiele już zostało sprawdzonych przez innych rodziców – warto skorzystać z ich doświadczenia by nie wyrzucać pieniędzy w błoto), ale równie dobrze można te pieniądze zainwestować w kurację balsamem, nawet bez wnikania czy powodem nawracających infekcji są pasożyty czy nie - i zrobić rodzinie „kurację uodparniającą”. Bo balsam, oprócz wychwalanej przeze mnie skuteczności w usuwaniu (potencjalnych) pasożytów, skutecznie wzmacnia odporność organizmu (odpada problem z izolowaniem dziecka od przedszkola i wszelkich innych ewentualnych źródeł zarażenia) - to jest jeszcze jedna jego przewaga nad lekami konwencjonalnymi. Po konwencjonalnych często dochodzi do rozrostu patogennej flory bakteryjnej czy drożdżaków w jelitach, co dodatkowo obciąża organizm, zaś balsam rozprawia się ze wszystkim jednocześnie i wydaje się że mniej niż leki obciąża wątrobę.

Z zalecenia pediatry (pomimo negatywnych wyników badań, które, o naiwna, wykonałam w krakowskiej Diagnostyce) zdecydowałam się na wakacyjną kurację „w ciemno” lekami konwencjonalnymi, u Młodszej nawet wystąpiło pogorszenie po pyrantelum, więc na powtórkę kuracji dostała zentel - zdrowie poprawiło się nieznacznie (wszak nie ruszyliśmy lamblii; brak pozytywnego wyniku = brak recepty). Nawiasem mówiąc – jeśli ktoś chce zrobić badanie na pasożyty tylko po to by się uspokoić, że pasożytów nie ma – niech je zrobi w Diagnostyce…

ZAWARTOŚĆ ALKOHOLU I PROPOLIS

Przez cały ten czas skrupulatnie zbierałam informacje o naturalnych metodach walki z pasożytami. Kiedy z początkiem września u dzieci jak na komendę pojawia się w nocy charakterystyczny kaszel – przyszedł czas na wcześniej wzgardzony balsam kapucyński; przez te kilka miesięcy dojrzałam do decyzji ważąc wszelkie za i przeciw.

Niewątpliwie wadą balsamu kapucyńskiego jest zawartość alkoholu co, zgodnie z obowiązującymi przepisami, skutkuje notką na ulotce, że produkt nie jest przeznaczony dla dzieci – przez to rodzice sami muszą zdecydować, czy bardziej się obawiają alkoholu czy leków syntetycznych i jaką drogę odpasożycenia wybiorą. Ja wzięłam się na sposób i balsam przeznaczony dla dzieci odlewam do osobnej buteleczki - gdy jest go mniej, alkohol częściowo się ulatnia, co czuć także w smaku. Niektórzy rodzice nalewają go na łyżeczkę odpowiednio wcześniej by w ten sposób zmniejszyć zawartość % - każdy sposób dobry, byle skuteczny.

Rodzice często boją się reakcji alergicznej na propolis, zwłaszcza u dzieci uczulonych na miód – muszę przyznać, że też się bałam – zupełnie niepotrzebnie, zresztą po innych znajomych dzieciach widzę, że reakcja skórna na miód nie jest równoznaczna ze złą tolerancją propolisu, że rodzice niepotrzebnie się boją (choć oczywiście ostrożność jest wskazana, jak zawsze w przypadku uczuleń).

I tak zaczęliśmy kurację balsamem kapucyńskim – dziewczynki (wtedy ważące ok. 15 kg) dostawały 3 x dziennie 15 kropli na cukrze (wg starej ulotki zakonników dawka dla dziecka to 10-20 kropli, ogólnie biorąc1 kropla na każdy kg ciała). Syn, choć ważył niewiele mniej, dostawał tylko 5 kropli 3xdz z uwagi na wiek – niecałe 2 lata. Zawsze na czczo i bezwzględnie bez popijania! Przeszliśmy skrócona wersję leczenia – 2 tygodnie kuracji, tygodniowa przerwa, znów 2 tygodnie kuracji; z forum Alergie wiem, że lekarze zalecają 2x3 tygodnie kuracji przedzielone 1 tygodniową przerwą, nam jakoś te trzecie tygodnie nie wychodziły - silny "opór materii" :) ale mimo to kuracja odniosła skutek

Zaczęliśmy od 1 kropelki dziennie na cukrze na przyzwyczajenie do smaku, potem 2, 3 itd.– bez tego „przygotowania” nie było mowy o współpracy i kuracja byłaby męką, a tak – same przypominały o zażyciu „kropelek”.

POGORSZENIE

Kolejna niedogodność to pogorszenie po balsamie, ale powiedzmy to jasno – złe samopoczucie po balsamie to NIE SĄ SKUTKI UBOCZNE tylko objawy oczyszczania się organizmu z ognisk zapalnych. Wiele osób pisało (m.in. w tym rozrośniętym wątku) że "odzywały" się te narządy, ze strony których cierpieli na dolegliwości, po czym dochodziło do samoistnego wyleczenia, o ile rodzicielskiej cierpliwości wystarczało by przetrwać pogorszenie. Pamiętajmy, że przy naturalnych metodach leczenia nie ma szybkich efektów, proces wydaje się powolny, za to skutek jest długotrwały.

I tak u nas wystąpiły: pobolewania brzucha (szczególnie na wysokości wątroby), wysięk z ucha u Najmłodszego (po wcześniejszym zapaleniu tegoż ucha) kaszel z flegmą i katar ropny związany z oczyszczaniem się zatok (od tamtej pory moje zatoki nie odezwały się ani razu!) – wszystko przeszło samo, choć bez kontroli u lekarza się nie obyło, ale ponieważ kurację zaczynałam od siebie i córek i już wiedziałam czym jest pogorszenie, przy wysięku z ucha synka zdobyłam się na spokój i cierpliwie przeczekaliśmy kilka dni bez sięgania po antybiotyk.

Cała trójka wyszła z kuracji bez uszczerbku na zdrowiu, ze wzmocnioną odpornością. U mnie skończyły się nawracające zapalenia oskrzeli, anginy i wspomniane już problemy z zatokami, a u dzieci skończyły się wieczne przeziębienia, katary, nieprzemijający kaszel, kłopoty z koszmarami nocnymi, z niesamowitym świądem skóry, drażliwość, wilczy apetyt na słodkie. Ustąpiły pokrzywki u Starszej (tylko ona reagowała pokrzywkami na tę podejrzaną, niepotwierdzoną badaniami glistę), ustąpiła choroba lokomocyjna i pobolewania brzucha, poprawił się apetyt, no i sukcesywnie poprawiał się stan skóry Średniej – już nie reagowała na każdy pokarm nowymi zmianami, skończyły się opryszczki i rozprzestrzeniające się nadkażenia bakteryjne, a zmiany atopowe stopniowo ograniczyły się do zgięć łokci i kolan oraz szyi i twarzy, by stopniowo osłabnąć do minimum - niejeden atopik marzy o takiej poprawie...

Bliżsi i dalsi krewni i znajomi też w przeważającej liczbie wynieśli spore korzyści z kuracji balsamem, ale jednak największe efekty widać było na dotąd chorowitych dzieciach (i dorosłych też – widzę po sobie). Niewątpliwie kuracja balsamem kapucyńskim była milowym krokiem jeśli chodzi o zdrowie naszej rodziny.

Linki:

www.balsamkapucynski.pl

Stara ulotka klasztorna

Balsam-to reakcja na leczenie?

balsam kapucyński - obserwacje własne

Lekarze- dlaczego nie "widzą"pasozytów?

10 komentarzy:

foremka pisze...

Nasza corka jest uczulona na tak wiele antybiotykow ze, jedynym sposobem na wyciagniecie jej z zapalenia ploc okazaly sie zwykle banki stawiane przeze mnie. Dzieci odrobaczywialismy przyjemnym i domowym sposobem. Szklanka dojrzalych wisni rano zamiast sniadania przez tydzien, zielone papierowki, laski rabarbaru rabarbar u prosto z grzadki, niedojrzaly agrest - postrach dbajacych o dzieciece brzuszki rodzicow, napoj z octu jablkowego. To niektore naturalne srodki, moze bardziej zapobiegawcze, alewedlug naszych doswiadczen skuteczna.

Kloc Aneta pisze...

a ja sie zastanawiam czego unkiać pod czas takiej kuracji w jedzeniu,ja wlasnie wzielam pierwsza dawkę....

Weronika Felcis pisze...

Serdecznie dziękuję za ciekawy wpis. Myślę, że nawet profilaktycznie zimą dobrze przejść kurację balsamem, kiedy dzieci chodzą do przedszkola. Ja chciałam zapytać ile Państwo jako dorośli brali w dawce dla dorosłych?

Pliszkowa pisze...

Tak jak radzi ulotka - 40-50 kropli.

basieńka pisze...

witam, ja również stosuje balsam kapucyński razem z całą rodziną (ja, mąz i dziecko. Balsam polecił nam znajomy zielarz i zalecił następujące dawkowanie:
ja i mąż: 3 razy dziennie wg info na buteleczce, czyli 40-50 kropli na czczo, a synek który ma skończone w grudniu 2014r. 3 latka - 2xdziennie na czczo po 5 kropli (daję mu 7kropli). powiedział abyśmy kurację balsamem robili przez tydzień, potem tydzień przerwy i znowu przez tydzień balsam i kolejny tydzień przerwy i ostatni raz tydzień balsamu. pierwsza seria balsamu i tygodniowa przerwa za nami. jesteśmy obecnie w piątym dniu brania balsamu i od wczoraj 28.02.2015 synek dostał silnego suchego kaszlu, który przy pierwszej serii w ogóle się nie pojawił. zastanawiam się czy to normalne podczas drugiej serii....??? jak tylko zaczęliśmy kurację szokiem było dla mnie jak młodego organizm zareagował na pierwsze podanie balsamu (5 kropli), otóż przez pierwsze dwa dni załatwiał się aż 5 razy dziennie. w nocniku nie było kupy tylko "twaróg" - dosłownie, to co zrobił wyglądało jak kostka twarogu wrzucona do nocnika i tak przez dwa dni. kolejne dwa dni w nocniku była "żelatyna"- nie śluz, tylko coś jak żelatyna. Masakra! potem kupy zaczynały już bardziej wyglądac jak kupy.
jeśli ktoś z Was miał podobne dolegliwości w drugim tygodniu brania balsamu, lub podczas drugiej serii proszę o wiadomość. boję się że może balsam na młodego źle działa, albo po prostu nie działa w ogóle i stąd wróciły ataki kaszlu, które przed rozpoczęciem kuracji balsamem występowały u nas CO 2-3 TYGODNIE z towarzyszącym temu wodnistym katarem (teraz też jest wodnista wydzielina z nosa i gdzieś "w głębi" zapchany nos).ja z mężem poza widocznymi w kupie "wynalazkami" żadnych większych objawów/efektów leczenia nie widzimy.

Pliszkowa pisze...

Takie suche, łaskoczące w gardle ataki kaszlu mnie się kojarzą z glistą, niestety. U nas warto było przetrzymać wysięk z ucha młodego podczas kuracji, bo od tej pory nawracające infekcje nie wróciły. Może u Was też tak jest? Nie wiem, naprawdę. Najlepiej skonsultuj się z Waszym lekarzem.

basieńka pisze...

zanim rozpoczęłam kuracje przeszliśmy zapalenie płuc i zapalenie ucha. od września 2014 roku jak młody poszedł do przedszkola zaczęly się ciągły katar i kaszel. Żadnych innych objawów. poszliśmy do alergologa i wykonal małemu testy skórne - wyszła alergia na alternaria-grzyby :( faszerowałam go sterydami (fliksotide - dla astmatyków, ale wtedy o tym nie wiedziałam, claritine i nasonex). od 13.12.2014 ni epodaję młodemu żadnego z powyższych leków. od pierwszej dawki balsamu wszystkie obnjawy ustąpiły az do wczoraj (drugi tydzień kuracji) zadzwoniłam do znajomego zielarza i kazał na tydzień odstawić balsam kapucyński i podawac balsam jerozolimski (jest super na infekcje górnych dróg oddechowych) oraz mało znany wielu osobom OXYBUILD (tlen w płynie). zobaczymy co będzie.

Aleksandra Dąbrowska pisze...

czy byliście na diecie podczas kuracji? bezcukrowej? bez mlecznej itp?

Pliszkowa pisze...

Tak, wykluczyliśmy i cukier i mleko.

Ruetta Maslinski pisze...

Ile mililitrow kupic tego balsamu by straczylo na jedna kuracje dla dwojga dzieci?